home
repliki zegarków edox rolex tanie repliki zegarkówrepliki zegarków repliki zegarków szwajcarskich

Drogi Apple…

by • 28 czerwca 2017 • WSZYSTKIE WPISY2 komentarze507

Drogi Apple,

Piszę do Ciebie z otchłani mej rozpaczy. Otóż, kiedy z bólem serca wciskam kolejne klawisze, mój MacBook Pro dokonuje żywota. Czuwam przy nim w tych ostatnich chwilach. Od 7 już lat był moim wiernym druhem; wiódł żywot święty i poczciwy.

Walczył, ale przyszedł czas trudny. Przyszły koleje losu, które złamałyby każdego. Rana ostateczna została zadana i niedługo dołączy do panteonu świętych Maców.

Zacznijmy jednak od początku…

Lato 2010 roku było upalne. Dni mijały powoli, a morska bryza nie docierała do szpitalnego pokoju, gdzie oczekiwałam na narodziny córki. Docierały za to czereśnie i lody, które przynosiły nie mniejszą ulgę. Kiedy do przyjścia na świat szykowała się temperamentna pannica – rzecz jasna charakter po tacie, serce po mamusi – w głowie mojego męża zrodził się pomysł. Wiedząc, że zarządzanie domem z taką ilością estrogenu to mrzonka, postanowił zarządzać chociaż własną firmą.

Formalności w urzędach trwały o wiele dłużej niż mój poród, ale w końcu wróciliśmy do domu – ja z córką, a on z założoną działalnością i nowym MacBookiem Pro na nowy, dobry początek.

Adaptacja i córki i Maca przebiegała bezproblemowo. Choć przyznam, nie obyło się bez tarć. Kiedy latorośl miała już na tyle krzepy, żeby utrzymać w ręce drewniany tłuczek do ziemniaków, przyłożyła nim zamaszyście w niewinnego Maca. Cios został zadany w obudowę. Mac zamrugał zaskoczony, a obok podświetlonego jabłka pojawiła się nowa forma, która bez dwóch zdań przypomina gruszkę.

Przez pewien czas relacje były napięte. Ona i on unikali się jak mogli, choć to raczej my z mężem dbaliśmy o to, żeby nie doszło do konfrontacji.

Kiedy 4 lata później znowu nastał czas lodów i czereśni, a brat owej pannicy przebywał jeszcze w bezpiecznych czeluściach brzucha, matka jego, czyli ja, wykonują tysiąc obrotów, aby z wielorybią gracją i bolącym kręgosłupem wstać z łóżka, postawiła stopę i swoje ciążowe kilogramy na czymś przyjemnie chłodnym. Niestety. To był on. Delikatny trzask złowieszczo poinformował mnie o tym, że czasy, kiedy byłam motylem, są już tylko wspomnieniem.

Ale Mac wybaczył mi tych kilka pęknięć na ekranie. Przecież nie tylko stalą szlachetną się chlubi, ale i sercem.

Jednak tego, co miało nadejść później nie spodziewał się nikt.

Urodził się on –  łobuz i rozbójnik. Postrach balkonowych gołębi i babcinych kur. Psocić zaczął zanim jeszcze nauczył się chodzić.

To on, z premedytacją, skakał po łóżku tak długo, aż leżący na nim Mac, wzbił się w powietrze i sięgnął przysłowiowego bruku.

To on, przypadkiem, ratując się ucieczką przed słuszną karą siostry, przebiegł po touch padzie, wzbogacając Maca o kolejne szramy na skołatanej, metalowej duszy.

A kiedy znudzony poobiednią drzemką u dziadków, został ze swoją ofiarą sam na sam, wydłubał mu kilka klawiszy. Nie miej mi zatem za złe, drogi Apple, jeżeli oszczędnie używam „i” oraz „u”.

Mój mąż, chcąc ratować wiernego druha z agonii, do jakiej niechybnie przyczyniły się nasze dzieci (zaznaczę tutaj, że mąż sam związał się z nowym modelem dwa lata temu – do tego 13” !!!), postanowił, że zrobi naszej poczciwinie upgrade systemu.

Niestety, reanimacja nie przyniosła efektów.

Mój doświadczony przez los, wierny towarzysz, popadł w depresję, a do tego wykazuje objawy starczej demencji. Ani nie pomagają częste resety, ani czułe czyszczenie go z kurzu. 

Walczył, ale wiem, że musi odejść. Już nawet nie chce się włączyć czasami, albo myśli długie minuty nad jedną komendą.

Zaklinam go, nie odchodź! Przecież tyle zdjęć w te wakacje czeka do edycji. Nie odchodź! Z kim zmontuję te wszystkie wesoło-nostalgiczne filmy? Nie odchodź! Jeszcze tyle historii mamy do opisania. Nie odchodź! Z kim będę oglądać House of Cards do rana?

Drogi Apple, serce mi pęka i krwawi. Wiem, że będzie mu lepiej. Wiem, że nie ma innej drogi.

Ale ta samotność… 

Czy on musi mnie tak zostawić?

Mąż swoją 13-tką się nie podzieli. Zostanę sama.

Drogi Apple, jeżeli w twoim sercu tli się odrobina współczucia, ześlij mi pocieszenie. Kogoś, na miarę wiernego przyjaciela, któremu teraz towarzyszę na ostatniej drodze. 

Jak wiesz, potrzeby matki dalekie są na liście domowych priorytetów. Daleko poza wakacyjnym wyjazdem, marzeniami dzieci i rachunkiem za prąd.

Ale nadzieja umiera ostatnia, a ja wierzę, że z tej nadziei zrodzi się nowa miłość.

Ślę wyrazy szacunku,

Wierna Przyjaciółka
Pin It

Related Posts

2 Responses to Drogi Apple…

  1. Aneta napisał(a):

    Aga, uwielbiam Twój styl ☺️ Mogła bym Cię czytać w kółko (co z reszta właśnie czynie zaniedbując prace). Jak wydasz kiedyś książkę to kupię ja pierwsza! Tymczasem ściskam Was ciepło i idę upajać się zdjęciami z Waszych wakacji na wsi 😘

    • Sunspotter napisał(a):

      Ojej dziękuję!!! Miód na moje uszy :) Będę wracać do Twojego komentarza kiedy znowu przyjdą mi czarne myśli co do mojego pisania 😘😘😘

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *