¡Hola Valencia!

by • 28 sierpnia 2017 • FOLLOW THE SUN, WSZYSTKIE WPISYComments (0)226

Dwa tygodnie temu wróciliśmy z Walencji, a wydaje się, jakby to lata świetlne oddzielały hiszpańskie upały od pochmurnego lata nad polskim morzem.

Głównym powodem naszego wyjazdu był europejski kongres młodzieży, który zgromadził w Walencji około 4 tys. młodych chrześcijan. Byliśmy zaangażowani w obsługę kongresu, więc nie mieliśmy wiele czasu na zwiedzanie miasta.

Udało mi się jednak wykroić cały jeden dzień dla siebie i dzięki temu, że rozładował mi się telefon (hasta la vista Google Maps), skutecznie się zgubiłam i przemierzyłam dużo więcej kilometrów po centrum (i nie tylko), niż planowałam.

Największe wrażenie zrobiły na mnie kolory tego miasta. Fasady budynków, murale, zdobienia i pomarańcze (niestety niejadalne) na drzewach. Colour splash!

Trudno się też dziwić, że siesta jest integralną częścią życia miasta, a Hiszpanie doskonale wiedzą, jak najlepiej ten czas wykorzystać. Dolce far niente ma się tutaj dobrze.

W Hiszpanii byliśmy po oraz pierwszy i chociaż czuję, że España i ja nie nadajemy do końca na tych samych falach, to jednak mam nadzieję tam wrócić. I nauczyć się hiszpańskiego!

A wrażenia z kongresu? Pod zdjęciami.

 

 

 

To był mój trzeci kongres i do tej pory każdy z tych kongresów był na swój sposób przełomowy.

Na pierwszym, we Wrocławiu, poznałam obecnego męża.

Drugi, w Novim Sadzie (Serbia), zmienił moje podejście do wielu spraw, nie tylko duchowych, i przede wszystkim zainspirował do działania. To był bardzo wyjątkowy kongres. Bez wątpienia najbardziej znacząca dla mnie impreza, w jakiej uczestniczyłam.

Trzeci kongres, tegoroczny, był dla mnie o tyle trudny, że przez pierwsze kilka dni walczyłam z chorobą (choć trudno było stwierdzić, czy to upał, czy gorączka). Miałam też mało czasu, żeby uczestniczyć w programie. Mimo wszystko, miałam jedyną okazję, żeby popracować za kulisami i to była bardzo cenna lekcja. Najcenniejsze jednak są nowe znajomości i w tej materii był to kongres zdecydowanie udany.

 

Najważnieszje dla mnie wnioski z Walencji?

Chrześcijaństwo jest bardzo proste i bardzo praktyczne. Słyszałam zaledwie kilka historii Sama Leonora (głównego mówcy), ale dla mnie trafiły w sedno.  Jeżeli za twoim odświętnym strojem nie podąża nawrócone serce, to wróć do punktu wyjścia. Boża miłość przekłada się na działania i na czyny, a nie tylko na piękne słowa. To ty jesteś biblią dla swoich dzieci, dla znajomych, często dla przypadkowych ludzi na ulicy. Ile poświęcasz im czasu, serca, pieniędzy? To Ty jesteś dla nich odbiciem Boga.

Zawsze można zrobić coś lepiej. To już wniosek zza kulis. Tego typu imprezy są doskonałym lekarstwem na rodzimą bylejakość, z którą niestety często się zderzam w różnych obszarach. Jeżeli można zrobić coś lepiej, to trzeba to zrobić. Dbałość o szczegóły. Wizja. Plan. I 200% swoich możliwości. Da się. Dla mnie to zachęta, żeby nie stać w miejscu i przykładać się do wszystkiego, czego się podejmuję.

¿Hablas español? Ja niestety nie! Hiszpański to drugi najpopularniejszy język na świecie. Posługuje się nim 405 milionów ludzi. Dla porównania, angielskim 365 milionów (dane z Wikipedii na rok 2010). W Walencji porozumiewanie się angielskim wcale nie było oczywiste, a pewnie w innych hiszpańsko-języcznych rejonach świata jest trudniej. Warto uczyć się hiszpańskiego, bo komunikacja ma moc. Wyjechałam też z mocnym postanowieniem, żeby odświeżyć również te języki, których się wcześniej uczyłam.

 

Wszystkie nagrania z kongresu dostępne są TUTAJ.

 

Pin It

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *