Let it snow

by • 31 grudnia 2014 • FOLLOW THE SUN, WSZYSTKIE WPISY4 komentarze1597

Zimy nie lubię i za śniegiem nie tęsknię, ale kiedy pada ten pierwszy śnieg w roku, to nawet ja patrzę przez okno z uśmiechem. I skoro już musi pruszyć i skoro musi być zimno (taki mamy klimat, podobno), to szkoda tylko, że nie ma już prawdziwych zim. Tych zasp, tuneli w śniegu i zamieci. Tak na dwa tygodnie chociaż, nie dłużej.

Teraz z lepieniem bałwana lepiej się pośpieszyć bo jednego dnia zima jest, a drugiego jej nie ma.

DSC_0145 DSC_0129

Bywały czasy, że ten wąwóz był cały zasypany śniegiem, a do szkoły chodziłam wydrążonym tunelem.

DSC_0136 DSC_0108 DSC_0128 DSC_0101 DSC_0110

Oprócz sanek i nart, jedną z największych zimowych atrakcji było zjeżdżanie z pagórków na worku z sianem. Dzisiejsze jabłuszka nawet w połowie nie mają tej nośności, nie mówiąc już o tym, że worki kręciły się zupełnie nieprzewidywalnie. Kiedy wyrośliśmy, brat z kolegą znaleźli sobie nowy sport ekstremalny, mianowicie jazdę na motorze przez ośnieżony las. Wolałam się trzymać z daleka.

DSC_0103 DSC_0142

Pamiętam, kiedy na tych polach trenowałam jazdę na nartach. Miałam małe, żółte narty, chyba w spadku po bracie, i jako że byłam wielkim tchórzem, to jeździłam tylko tam, gdzie było w miarę płasko. Jazdę na wprost ćwiczyłam tygodniami, ale na skręcanie zabrakło mi czasu i odwagi. Kiedy zabraliśmy narty na zimowy wypad do Zakopanego, oczywiście znalazłam najmniej pochyłe zbocze na (chyba) Antałówce i zjeżdżałam te kilka metrów w dół. Do czasu. Wypatrzył mnie wujek, któremu było żal, że mam tak mało frajdy ze stoku i wciągnął z nartami na samą górę. Przypomnę tylko, że nie umiałam skręcać. Zjechałam na krechę w dół, przepędzając przed sobą innych (niektórzy nie zdążyli, ale ucierpiały tylko ich narty) i tak oto w wielkim stylu zakończyła się moja kariera narciarska. Pozdrawiam wujka :). Później wolałam poprzestać na sankach.

DSC_0130  DSC_0164 DSC_0147   DSC_0094 DSC_0153

Zimą na wuefie w szkole też jeździliśmy na sankach. I to wcale z niemałych górek. A u podnóża góry płynęła mała rzeczka. Zimą zamarznięta. Zdarzało się, że ktoś nie wyhamował. Mieliśmy wtedy może 8,9 lat. Nikomu nawet do głowy nie przyszło, że może teren jest niedostosowany dla dzieci. Nikt nawet nie zdawał sobie prawy, że rzucanie się śniegiem i sanki to wuef. Najważniejsze, że bawiliśmy się świetnie.

DSC_0052 DSC_0039 DSC_0037

Zima dawniej uczyła pokory wobec przyrody. Bo na autobus nie zawsze można było liczyć, a samochody tańczyły na nieposypanych ulicach. Pamiętam, że wjazd na tzw. Psią Górę, która była jedyną dostępną drogą do miasta, wyzwalał emocje większe niż losowanie lotto. Niektórzy, których domy położone były wyżej na pogórzu, byli całkiem odcięci od świata. Teraz odśnieżane są nawet mniejsze wiejskie drogi.

DSC_0028DSC_0057DSC_0043 DSC_0016 DSC_0021 DSC_9988 DSC_0018

Zimy nastoletniej nie pamiętam, ale za to zima na studiach to też mnóstwo wspomnień. Przede wszystkim kołyszące dźwięki Diany Krall albo Sinatry w naszym mieszkaniu studenckim, wieczorne przesiadywanie z przyjaciółmi, cynamonowa herbata i zamieć za oknem. Grillowane oscypki na Rynku, wypady do ARSu, zaśnieżony Kleparz. Zima to też niezliczone wieczory w Starej Prowincji, gdzie zazwyczaj chodziłam pisać i gorąca czekolada. Najlepsza. Zima to też kilometry przemierzone z „Parachutes” (pierwszy album Coldplay) i AVE na słuchawkach.

DSC_9989DSC_9990

DSC_9986 DSC_9987 DSC_9993

Chciałabym, żeby moje dzieci miały frajdę z zimy. Żeby nie siedziały w domu z nosem na szybie, ale tarzały się w śniegu i lepiły bałwana. Nawet jeżeli pogoda wystawi rachunek w postaci przeziębienia. Później w zimie mogą się odkochać (jak ja, no prawie), a przecież najpiękniejsze wspomnienia tworzą właśnie teraz.

DSC_9883 DSC_9823 DSC_0041 DSC_9998  DSC_9922 DSC_9860  DSC_9869 DSC_9867

Pin It

Related Posts

4 Responses to Let it snow

  1. Ewelina napisał(a):

    Jak cudnie, przeczytałam i od razu wróciły wspomnienia najlepszych ferii, jakie miałam – u babci niedaleko Czchowa, gdzie razem z kuzynami szaleliśmy na workach z sianem właśnie :) Z góry spod lasu na sam dół był sobie jakiś rów, który w zimie zmieniał się w oblodzoną rynnę do zjazdów. A atrakcją ponad wszystko był kulig za traktorem wujka i przyczepianie do niego sanek na jak najdłuższej lince, żeby bujało po całej drodze. Gdzie moi Rodzice mieli wtedy oczy? ;)

    • Sunspotter napisał(a):

      Ooooo my w okolice Czchowa zawsze jeździliśmy w lecie, w wiadomym celu :) Jedyne jezioro w okolicy! Jakże miło, że nie tylko ja jestem fanką worków z sianem :))) To była atrakcja, że hej! Dobrze, że dziecku można czasami chociaż sanki podebrać :D

  2. Casper napisał(a):

    to były czasy, nie myślało sie za dużo czy otoczenie jest „dziecko przyjazne”, czy ubranie jest szczelnie zapięte i nieprzemaklane, że rozbije komórke która mam w kieszeni a z której od razu foty na fejsa wrzuce, żeby kumpla wyciągnąc na narty trzeba było sie osobiście pofatygować do jego domu. jeździło sie po pagórkach i paryjach, po lesie między drzewami, robiło sie skocznie, skakało sie do zasp po szyje, albo wrzucało do nich psa :) obite pupy czy nawet rozbity nos nikogo nie przerażało, nikt na pogotowie nie gnał, najwyżej klaps od mamy i reprymenda żeby na drugi raz bardziej uważać. Pamiętam tatę, biedak ile sie ociągnął siory na sankach bo szybko ją nogi zaczynały bolec :) ale twardy był i dużo nie narzekał, zresztą to przecież tatusiowa córcia była ;p W szkole robiło sie zawody kto dalej pojedzie na butach, jak my nie lubiliśmy tych co posypywali chodniki piaskiem :) Dziewczyny też wrzucaliśmy do zasp a jak, i śnieg za kołnierz i takie tam :) jak zaczynało boleć gardło to mama zrobiła syrop z cebuli i czosnku i było dobrze. Później doszła do tego jazda samochodem jak na rajdzie czy trenowanie poślizgów na parkingu w supermarkecie :) wypychanie samochodów pod lekkie górki czy z zaspy to normalka była, opony zimowe? kto wtedy o nich słyszał, kuligi za traktorem u naszych przyjacół z Lipnicy, oczywiście nikt nie jechał prosto i spokojnie, sztuką było wywalić sąsiada a samemu sie nie dać :) odśnieżanie podjazdu było i nadal jest jednym z moich ulubionych zajęć.

    nie trzeba również nikogo przekonywać że świat zimą jest wyjątkowo piekny.
    hmm normalnie CZYSTA MAGIA!!

    ps
    worek z sianem jest nie do podrobienia za to powinni nobla dać :)

    • Sunspotter napisał(a):

      Hehe musimy naszym dzieciakom kiedyś worki z sianem sprawić jak będą ferie u dziadków spędzać! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *