home
repliki zegarków edox rolex tanie repliki zegarkówrepliki zegarków repliki zegarków szwajcarskich

Pierwsze zerówkowe wrażenia

by • 21 września 2015 • DZIECKO, WSZYSTKIE WPISY2 komentarze1152

My z drżącym sercem, Franek z niewyraźną miną, a Zosia w podskokach. Tak szliśmy pierwszego dnia do zerówki. Oczywiście poprzedniego wieczora wylałam morze łez wizualizując sobie wszystkie krzywdy, jakie mogą tam spotkać moje wychuchane, wrażliwe i niższe o głowę od większości rówieśników dziecko.

Zosia od jakiegoś czasu odliczała już dni do pójścia do przedszkola, więc kiedy nadeszła godzina zero, była wniebowzięta. Bez oporów weszła do sali i trochę chyba była nawet zniecierpliwiona przedłużającym się pożegnaniem dzieci i rodziców. Zatrzasnęły się drzwi komnaty tajemnic i wróciliśmy do domu.

Wcześniej oczywiście opowiadałam Zosi o tym jaki jest harmonogram dnia, kiedy dokładnie po nią przyjdziemy i czego może się spodziewać. Razem też odwiedziłyśmy przedszkole już wcześniej, żeby zrobić mały rekonesans i żeby Zosia mogła chociaż zerknąć chwilę na to, co się tam dzieje. Wybraliśmy zerówkę w przedszkolu, bo to chyba łatwiejszy start niż zerówka szkolna, której w naszej przyszłej podstawówce i tak nie ma.

Obaw miałam wiele. Czy słusznie?

Dzieci będą nieuprzejme, będą się popychać, a przedszkole to kopalnia złych nawyków.

Taki właśnie obraz miałam. Zresztą żywo pamiętam, jak córka znajomych niedługo po przedszkolnym debiucie w wieku lat czterech, na środku salonu okładała kijem pluszową krowę krzycząc: „Zdychaj krowo! Jeszcze żyjesz? To ci dołożę!” Krowa zdychać nie chciała, trochę to trwało.

Myślałam, że Zosia po powrocie z zerówki w krótkim czasie zacznie sypać brzydkimi słowami, a w najlepszym razie  będzie odgrywać się na Franiu. Błąd. Na razie jedyne, co przyniosła, to zadowolenie z większej samodzielności. Nie trzeba przypominać o myciu rączek, ustawianiu butów. Chętniej samodzielnie myje zęby. Nawet sprząta chętniej!

Żadnych niepożądanych zachowań na razie nie zarejestrowaliśmy.

Owszem, mówi, że chłopcy są czasami „trochę niegrzeczni”, ale Zosia dość wysoko ustawia im poprzeczkę (wiadomo, chłopcy i tak są na spalonej pozycji). Prawdziwe oburzenie naszej córki wzbudził fakt, że jedna dziewczynka podczas zabawy w piłkę wyrwała ją z rąk jakiemuś chłopcu. „Mamo! I nawet nie zapytała czy może! Czy ona nie zna Boga???” (No bo jak wiadomo Panu Bogu jest smutno kiedy dzieci robią złe rzeczy :)

Od pierwszego dnia Zosi przydzielono koleżankę, która miała się nią opiekować; dziewczynkę o dłuższym stażu przedszkolnym. Koleżanka, nota bede druga Zosia, jest teraz jej najlepszą przyjaciółką w zerówce i nowym mentorem. Chodzenie z koleżanką za rączkę i wspólne rysowanie – niebo dla pięciolatki.

Cukier, świnia i teina, czyli żywienie przedszkolaka.

Tutaj niestety mam trochę zastrzeżeń. Dieta przedszkolaka zasługuje na osobny wpis, więc tylko kilka przemyśleń.

Diety wegetariańskiej (ani żadnej innej wariacji diety przedszkolnej) nikt nie jest nam w stanie zapewnić. Nie można też przynosić swojego jedzenia, więc Zosia zjada w przedszkolu tylko śniadania, a na obiad zabieramy ją już do domu. Chleb jest oczywiście biały, wędlina parówką pogania, ale bywają też pasty jajeczne (tyle, że z domieszką kiełbasy), serki (zazwyczaj słodkie). Najważniejsze, że nikt wbrew naszej woli nie podaje jej tego, czego jeść nie powinna. Zosia zazwyczaj je chleb z masłem, ewentualnie ser, ale wcześniej i tak zjada śniadanie w domu, a w przedszkolu bardziej dla towarzystwa. Drugie śniadanie wygląda o wiele lepiej. Dzieci dostają owoce lub warzywa, do tego „sok” (z kartonu) lub wodę. Zdarza się nawet kapusta do chrupania.

Z obiadów nie korzystamy, bo tutaj polotu brak. Zupy na kościach i duuuużo wieprzowiny.

Przedszkole, tak jak i szkoła, dąży do uśredniania i tępi indywidualność.

Przyznam, że kiedy kilka miesięcy wcześniej poszłam do przedszkola podpisać umowę, miałam dużo czasu, żeby obejrzeć prace plastyczne dzieci i rysunki na wystawie. I bardzo zdziwiło mnie to, że wszystkie rysunki w danej grupie są takie… podobne. Zastanawiałam się, czy może pani pomaga dzieciom rysować, czy może dostają jakieś wytyczne, nakazy. Nie wiem. Nigdy nie narzucałam Zosi swojej wizji i nie miałam nic przeciwko temu, żeby koń był niebieski, a niebo żółte. I sądząc po pracach, jakie przynosi z zerówki, nadal nikt jej swojej wizji nie narzuca. Na rysunkach umieszcza za to więcej szczegółów, tematyka prac też oczywiście jest większa.

Zosia zawsze wolała pracę samodzielną od pracy w grupie więc myślę, że nauka funkcjonowania z rówieśnikami też wyjdzie jej na dobre.

Zerówka jej się nie spodoba i nie będzie chciała tam chodzić.

I tutaj chyba najbardziej się cieszę, że absolutnie nie miałam racji. Jeszcze nie było dnia, żeby Zosia choćby zastanawiała się nad pójściem do przedszkola. Nawet kiedy ulubiona koleżanka wyjechała, to do zerówki szła i wracała z uśmiechem na ustach. Uwielbia zerówkę mimo tego, że pani posadziła ją koło chłopca (skandal! :-). Owszem, zawsze kiedy ją odbieram mówi, że tęskniła, ale myślę, że to czysta kurtuazja (Zosia spędza w zerówce tak naprawdę tylko 4 godziny).

So far, so good! Oby tak dalej…

DSC_8176 DSC_8175 DSC_8186 DSC_8181 DSC_8187 DSC_8188 DSC_8189 DSC_8192 DSC_8197 DSC_8206 DSC_8208 DSC_8212 DSC_8210 DSC_8209 DSC_8198 DSC_8242 DSC_8211 DSC_8228  DSC_8245 DSC_8230 DSC_8248 DSC_8251 DSC_8252

Pin It

Related Posts

2 Responses to Pierwsze zerówkowe wrażenia

  1. Casper napisał(a):

    i się zaczeło :) przedszkole jeszcze nie jest tak strasznym miejscem tortur jak prawdziwa szkoła :) nauka przez zabawe stopniowo powoli zmieni sie w nauke dla sztuki :)
    moja Jula cały czas pała entuzjazmem, teraz juz pierwsza klasa, zobaczymy na jak długo go wystarczy zanim trzeba go będzie w niej wskszeszać :)
    zacznie się parę nowych rzeczy jak np imprezy urodzinowe czy wycieczki szkolne,
    komitet rodzicielski i wywiadówki :)
    co do jedzenia to fakt, polska tradycja ponad wszystko ze świnią w herbie, ale żeby w 21 wieku nie było opcji wegetariańskiej, mówi sie o postępie cywilizacyjnym i na gadaniu się kończy :) myśle że niedługo to będzie już przejaw rasizmu nawet :) rasizm żywieniowy :)
    pamiętam raz pytam Juli co na „lancz” było a ta że brązowa kieubaska !!!!!aaaaAAAAA no a przeciesz tłumaczymy co wolno a czego nie, co jemy a czym się brzydzimy
    ale będzie dobrze najgorsze przed nami :) więc zachowajmy czujność :D)))))

    koleżanka z dłuższym stażem przedszkolnym – co to ma oznaczać, nie przeszła do 1 klasy :)

    • Sunspotter napisał(a):

      Hehehe mnie się tam w szkole podobało, no może do czasów liceum :) Ale nauka dla sztuki to fakt. Wycieczkami szkolnymi to Ty mnie nie nie strasz ;p
      Na zebraniu przedszkolnym kiedy dyrektorka mówiła, że już nie mogą kupować dzieciom ciastek, ze względu na reformę zdrowia, to połowa rodziców prawie płakała. A ja myślałam, że teraz wszyscy bio i eko. A tu lipa! Jula ma szczęście, że może sobie wybierać opcje. Może u nas za 10 lat też będzie można :)
      A koleżanka po prostu edukację przedszkolną rozpoczęła w wieku lat 3, stąd ten staż dłuższy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *