wybór

by • 20 marca 2018 • WSZYSTKIE WPISY, ZA MGŁĄComments (0)461

Stała w kolejce, podpierając się ręką o ladę. Przestępowała z nogi na nogę, czekając aż będzie mogła schować zakupy do kraciastej torby na kółkach.

–  Wie pani, ja się źle czuję – mówi do kasjerki. Tydzień po operacji, wypisali mnie. Zakupy trzeba zrobić, no a kto zrobi. Syna tylko mam. A jemu nogę amputowali, z domu się nie rusza, to kto zrobi.

Zapakowała powoli zakupy, wyszła. Starsza pani w długim płaszczu i berecie.

********

– Pani da, da pani, na jedzenie.  Całkiem jeszcze młody mężczyzna, podpiera się na kulach. W ręce plastikowy kubek, potrząsa nim. Przeskakuje z jednego krańca chodnika na drugi, wyłapuje przechodniów. – Da pani, pani da.

Chyba nie Polak. Odwraca zwrok, kiedy patrzę. Kłamie? Wrzucam coś do kubka.

********

– Proszę tego nie dotykać.

Zza lady wychyla się blondynka z niewyraźną miną.

– Zosiu nie dotykaj. Chodź tutaj.

Zosia odchodzi od stojaka z pluszakami. „Na pewno nie kupimy”- myślę sobie, zła.

Kupuję chusteczki, bo muszę, choć najchętniej nie kupiłabym nic.

– W niedzielę to trudno tu wszystkiego dopilnować – mówi blondynka, wydając resztę. Chyba zrobiło jej się głupio. Mnie też.

– Dobrze, że już się dzień kończy, to będzie po pracy – mówię.

– A ja tutaj do 20:00. Dzień w dzień prawie. Człowiek nie ma kiedy odpocząć.

– To jakieś wolne by się pani przydało. Urlop jakiś.

– Urlop? To ja pomarzyć tylko mogę. W tamtym roku nie było, w tym też nie będzie. Taka praca.

Zaczęła obsługiwać kolejnego klienta. Odchodzę, bo nie wiem co mam powiedzieć.

********

W drodze do domu mijam sklep monopolowy i jego wiernych klientów, beztrosko opartych o ścianę, dzierżących po butelce. Zarośniętych, w letnich butach, mimo zimy. Bez zębów. Czy tak wyobrażały przyszłość ich matki?

 

Czasami zastanawiam się skąd ludzie mają w sobie siłę, żeby kolejnego dnia wstać z łóżka. Wyjść z domu. Do pracy, na ulicę, odprowadzić dzieci do szkoły. Po drodze może wysłuchać bluzg, jakie mąż rzuci ci na do widzenia, albo szef na powitanie.

Skąd ludzie mają siłę, żeby dźwigać każdy kolejny dzień. Dzień taki sam, jak kilkadziesiąt poprzednich dni i być może kilkaset tych, które mają dopiero nadejść.

Czasem łatwiej byłoby upaść. Rozsypać się na tysiąc kawałków. Poddać.

 

A jednak wstają i walczą.

Bez żalu, za to z uśmiechem, bo słońce świeci, albo kierowca autobusu poczekał te kilka sekund więcej. Z komplementem dla koleżanki. A dla potrzebującego z ofertą pomocy.

Żyją bez rozgoryczenia, do którego mieliby wszelkie prawo.

 

Prawdą jest, że każdy dom kryje historie, które bolą. Rozczarowania, choroby, niemiłość. Jedni niosą swój ból na sztandarach, a inni w kieszeni.

I choć czasem ciężar ten sam, to jakże inne życie, w zależności od tego, kogo dotyka. Bo to nie ciężar człowieka niszczy, ale sposób, w jaki człowiek go nosi.

Warto nosić swój ból tak, żeby nie przesłaniał słońca na horyzoncie, ani kwiatów na skwerze, czy zdrowia. Mimo wszystko iść przed siebie.

Nic nie trwa wiecznie. Tak jak i problemy, z którymi przyszło nam się mierzyć, ani my sami. Być może lżej będzie ci tak właśnie ten ból nieść, w kieszeni. Nawet jeżeli tam do końca życia zostanie i już zawsze będzie uwierał, to szkoda tych lat, które zostały na żal. Szkoda tych dni na zgorzknienie. Szkoda tych wszystkich chwil, które niezauważone miną.

Szczęście, pokój – to wszystko w dużej mierze jest formą wyboru, którego każdy z nas dokonuje codziennie. Dostrzeganie tego, co cieszy i stawianie ponad to, co boli.

Trzeba wybierać tak, żeby nie żałować.

 

Pin It

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *